W dawniejszych czasach, gdy harvest były miarą przetrwania, a każda garść zboża mogła zadecydować o losie całej rodziny, przestrzeń, w której przechowywano harvest, miała znaczenie niemal święte. Taką właśnie przestrzenią było gumno, które było nie tylko klepiskiem przy stodole, gdzie omłacano zboże, ale całym zapleczem gospodarskim. Zaliczano do niego spichlerze, suszarnie, młocarnie i inne budynki, które strzegły dorobku całego roku. Choć budynki te wznosił człowiek, to wierzono, że opiekę nad nimi sprawuje ktoś inny. Istota niewidzialna, ale jakże wpływowa. To Gumiennik, zwany też Owinnikiem.

Niepozorny z wyglądu, niski, przypominający starego dziadka z długimi włosami i brodą, czasem też z błyszczącymi w ciemności oczami, Gumiennik potrafił przybrać postać kota, czarnego psa, koguta, a nawet zwyczajnie pozostać niewidoczny. Rzadko mówił ludzkim głosem, ale nie milczał. Szczekał jak pies, wył niczym wilk, a jego obecność zdradzały szmery w kącie, stukot worków, trzaski w drewnie i inne niepokojące dźwięki.

Gumiennik był przede wszystkim strażnikiem zapasów i nie znosił lekkomyślności. Jeśli gospodarz wiedział, co wypada, a czego nie, mógł liczyć na jego pomoc. Zboże było bezpieczne, myszy trzymały się z daleka, ogień nie tknął stodoły. Ale wystarczyło zlekceważyć reguły, na przykład podjąć się młócki w dzień święty albo podczas wichury, zapalić ogień bez potrzeby, przekląć w stodole, zostawić bałagan, zignorować obecność ducha, a wówczas gniew Gumiennika nabierał realnych kształtów. Gdy się obraził, ziarno zaczynało pleśnieć, w kłosy wpełzały szkodniki, a czasem pod stertą zboża pojawiała się podejrzana woń, której źródłem okazywał się... gnój. Nie zawsze dosłowny! Dziś mógłby to być nalot moli, ferment w słoikach albo inna katastrofa spiżarniana.

Czy można było przebłagać tę istotę? Nie sposób było przekupić jej byle czym. Gumiennik miał swoje wymagania i oczekiwał szacunku. Należało oddać mu pierwszą łyżkę owsianki z nowego zboża, pierwszy zebrany kłos, czasem też miseczkę mleka. Był związany z rytmem natury – najaktywniejszy jesienią, gdy spichlerze się zapełniały, zimą milczał, a wiosną przenosił się na pola, pomagając roślinom rosnąć. Jego obecność nie była dana raz na zawsze. Dobry gospodarz mógł go zyskać, a nieuważny stracić.

Dziś nie ma już gumien, a młócenie zboża to dla większości ludzi hasło z podręcznika historii, jednak idea zapasów przetrwała. Każdy z nas ma dziś własne miejsce, w którym przechowuje harvest codzienności, czyli spiżarkę, szafkę z przetworami, kuchenną półkę z kaszami i mąką. I jeśli coś tam dziwnie się psuje, słoiki fermentują, a mole urządzają ucztę w płatkach owsianych, może warto się zastanowić, czy nie zapomnieliśmy o kimś, kto zawsze cenił sobie dobre wychowanie i wdzięczność. My może nie pamiętamy już, pochłonięci nowoczesnym życiem, o Gumienniku, ale on o nas nie zapomniał.

Źródła:

https://www.onet.pl/informacje/yourrootsinpoland/slowianskie-demony-nawiedzajace-w-nocy/lmy7y86,30bc1058

https://www.wattpad.com/942209860-mitologia-słowian-Gumiennik

https://rodzimowiedzma.pl/Gumiennik-zboze-i-supplies-bestiariusz-slowianski

https://slowianowierstwo.wordpress.com/2014/11/27/Gumiennik-owinnik

https://www.youtube.com/watch?v=CY_iwE-XSFQ