Ciekawostka:
Eleganckie połączenie kobiecego ciała i błyszczącego srebrzyście rybiego ogona to wyobrażenie utrwalone w średniowieczu. Wcześniej syreny wyglądały zupełnie inaczej. Na przykład Owidiusz przedstawiał je jako ptaki o czerwonych piórach i twarzach dziewic. Apoloniusz poszedł o krok dalej i od pasa w dół widział je jako ptaki morskie, a od pasa w górę jako kobiety. U starożytnych opis syreny jako istoty o ciele w połowie ludzkim, a w połowie rybim znajdziemy co prawda w twórczości Pliniusza Starszego, ale nie odpowiada ono naszym dzisiejszym wyobrażeniom, bo rzymski historyk uważał, że syreny mają całe ciało pokryte grubymi włosami. Jeśli już jesteśmy w czasach starożytnych, to jedną z najciekawszych historii z syrenami w tle znajdziemy w opisie wyprawy Jazona po „złote runo” cudownego barana. Jak wiadomo, Argonautów od niechybnej śmierci w szponach syren uratował swoim śpiewem i grą Orfeusz, ale być może nie pamiętacie, że gdy pół setki dzielnych żeglarzy wymknęło się z pułapki, syreny były tak zrozpaczone, że rzuciły się do morza i zamieniły w rafy.
Nasze polskie syrenki też nie zawsze były takie ładne, jak na warszawskim pomniku. Wystarczy przyjrzeć się dawnemu wyobrażeniu syreny w niegdysiejszym warszawskim herbie, czyli skrzydlatej bestii o nogach byka i ogonie lwa, solidnie uzbrojonej. Obecny herb Warszawy z kształtną syrenką dzierżącą miecz i tarczę jest stosunkowo nowy, pojawił się nieco ponad 80 lat temu. Między nami mówiąc, na polskich ziemiach mamy syren od groma i ciut-ciut, a jedną z moich ulubionych jest Zielenica – piękna córka Bałtyku, której losy łączą się z ruinami gotyckiego kościoła w Trzęsaczu.









