Hypnos posiadał władzę, której mógłby pozazdrościć każdy z nich, czyli moc uśpienia wszystkiego, co żyje. Nawet samego Zeusa.

Hypnos-post(1).jpgW starożytnym świecie, w którym bogowie kroczyli wśród ludzi, a każdy aspekt życia miał swoje boskie uosobienie, Hypnos pozostaje jedną z najbardziej intrygujących i niedocenianych postaci. Nie był wojownikiem jak Ares, nie błyszczał jak Apollo, nie knuł jak Hermes. A jednak posiadał władzę, której mógłby pozazdrościć każdy z nich, czyli moc uśpienia wszystkiego, co żyje. Nawet samego Zeusa.

Hypnos, grecki bóg snu, to postać, której mitologiczny cień rozciąga się aż po współczesność. Jego imię dziś rezonuje w języku nauki i medycyny: hipnoza, somnambulizm, narkotyki nasenne – wszystkie te słowa mają swoje korzenie w jego cichym, ciemnym królestwie. Ale zanim Hypnos trafił na łamy medycznych podręczników, snuł się po granicach rzeczywistości i snu, jako syn bogini nocy Nyks i brat bliźniak Tanatosa, śmierci. Niewielu bogów miało tak symboliczną genealogię. Z jednej matki zrodziły się sen i śmierć, odpoczynek i koniec.

W odróżnieniu od brata, Hypnos był łagodny. Przychodził niepostrzeżenie, z lekkością i spokojem, przynosząc ulgę zmęczonym i chorym. W sztuce często towarzyszyły mu maki, oczywiście nieprzypadkowo, bo mak od starożytności kojarzony był z snem i zapomnieniem. Współczesne skojarzenia z opium czy morfiną tylko wzmacniają ten symboliczny związek.

Jego dom nie był jednak na Olimpie, wśród światła i hałaśliwych uczty bogów. Mieszkał na krańcach świata, w cichej jaskini, gdzie nie docierało światło słoneczne, nie śpiewały ptaki i nigdy nie pojawiał wiatr. To królestwo ciszy, niemal jak słowiańskie Nawie – zaświaty spokoju, w których dusze śnią wieczny sen. Podobieństwo między Hypnosem a słowiańskim bogiem Welesem, strażnikiem zaświatów i opiekunem snu zimowego, nie jest przypadkowe. To oczywiście różne kultury i różni bogowie, ale podobna funkcja i symbolika.

Hypnos był ojcem snów, i to dosłownie. Z jego związku z boginią nocy zrodzili się Oneirowie, personifikacje snów. Najsłynniejszy z nich to Morfeusz, który zainspirował nie tylko renesansowych malarzy, ale i twórców współczesnej popkultury. To właśnie Morfeusz pojawia się w „Sandmanie” Neila Gaimana jako personifikacja snu i wyobraźni, oraz jako przewodnik Neo w „Matrixie”, u progu przebudzenia i snu. Ale to Hypnos był ich ojcem, tym, który otwierał drzwi do świata snów. Czasem pięknych, czasem koszmarnych.

Hypnos, choć nie miał świątyń takich jak Zeus czy Atena, pozostał z ludźmi na dłużej. Może właśnie dlatego, że jest wszędzie? W naszych nocnych marzeniach, w kojącym zapomnieniu, w chwilach, gdy świat musi na chwilę zamilknąć. To nie tylko bóg snu, ale istota graniczna. Trwająca pomiędzy życiem a śmiercią, jawą a marzeniem, światłem a cieniem. Współczesność nadal go potrzebuje. To symbol odpoczynku, ciszy i ucieczki od przeładowanej rzeczywistości. Nie krzyczy, nie walczy, nie rozkazuje. Wystarczy, że zamkniesz oczy. I nagle – jest.

Z pozoru nieśmiały i kryjący się za innymi, potężnymi bogami, Hypnos miał w mitologii greckiej swoje momenty, które mogłyby zawstydzić niejednego bohatera Iliady. Nie trzeba przecież miecza, by pokonać olbrzyma. Wystarczy jedno ziewnięcie w odpowiednim momencie.

Swego czasu ofiarą Hypnosa padł sam władca Olimpu. Posłuchajcie, jak do tego doszło. Opowieść pochodzi z „Iliady” Homera (ks. XIV). Otóż Hera, chcąc przechylić szalę wojny trojańskiej na stronę Greków, wymyśliła przebiegłą intrygę. Aby odwrócić uwagę Zeusa, postanawia go uśpić. Nie po raz pierwszy zresztą, ale wcześniejsza próba skończyła się groźbą, że Hypnos zostanie strącony do Tartaru. Tym razem Hera działała ostrożniej. Obiecała Hypnosowi rękę jednej z Charyt – Pasithei, bogini halucynacji i rozkoszy. Ale wyłącznie pod warunkiem, że Hypnos pomoże jej uśpić władcę Olimpu.

Bóg snu, nie bez wahania, zgodził się. Przemienił się w ptaka i poleciał wraz z Herą, która z pomocą Afrodyty upiększyła się i tym sposobem rozochociła Zeusa, a potem zległa z nim na szczycie góry Ida. Gdy król bogów, oczarowany wdziękami żony, zapomniał o świecie,  cicho pojawił się Hypnos. Delikatnie, jakby od niechcenia, spowił Zeusa sennością.

Gdy tylko Hypnos dał znak, że Zeus mocno śpi, Hera przekazała tę wieść Posejdonowi. Bóg mórz, który skrycie wspierał Achajów, natychmiast wkroczył do akcji. Stanął na czele greckich wojsk, a jego obecność na polu bitwy była jak fala tsunami: nagła, potężna, i nie do powstrzymania. Grecy odzyskali ducha walki, a Trojanie, dotąd chronieni przez interwencje boskich sprzymierzeńców, zaczęli się cofać.

Warto w tym miejscu dodać, że najbardziej dramatyczne skutki tego boskiego sabotażu dotknęły Hektora: bohatera Troi i filaru jej obrony. Posejdon osobiście wzmocnił serca greckich wojowników, a Hektor został ciężko ranny. Jego niemal boska aura zaczęła gasnąć, a linia obrony Troi zaczęła pękać jak naciągnięty łuk. To był początek końca jej złudzeń o niezniszczalności.

Gdy Zeus się przebudził, sytuacja na polu bitwy była nie do poznania. Z wściekłym rykiem wezwał bogów na Olimp, odkrył zdradę Hery i domyślił się, że Hypnos znowu mieszał. Ale Hypnos, jak to on, zniknął w porę, ukryty pod skrzydłami matki Nyks, która była tak pierwotna i potężna, że nawet Zeus nie odważył się podnieść na nią głosu. W mitologii to ewenement: bogini starsza niż czas, przed którą sam gromowładny musiał spuścić głowę.

Zeus, choć rozgniewany, nie mógł cofnąć czasu. Grecy odzyskali inicjatywę, a wojna wkroczyła w nową fazę. To wtedy zaczął się dramat największych bohaterów, czyli śmierć Patroklosa, wściekłość Achillesa, pojedynek z Hektorem. Wszystko to było jak domino, które przewrócił sen Zeusa. Jedno ziewnięcie boga snu sprawiło, że historia ruszyła z miejsca i przyspieszyła jak burza.

Hypnos zniknął z pola widzenia, ale jego wpływ był nieodwracalny. Nie trzeba było boskich błyskawic, by zmienić losy Troi. Wystarczyło, że król bogów na chwilę zasnął i świat zdążył wymknąć mu się spod kontroli. Dziś tak też może się zdarzyć. Szczególnie uważajcie, jeśli akurat prowadzicie auto lub motocykl, chociaż zasnąć na rowerze też jest niebezpiecznie. Hypnos nic nie stracił ze swej siły. A jeśli nie wierzycie, przekonacie się o tym już wieczorem. 

Bluzy i koszulki z Hypnosem już 27 czerwca w sklepnihilnovi.pl